| Autor : | rob.sail |
| Data dodania : | 15.03.2010 |
| Data aktualizacji : | |
| Czas trwania : | Od 19.09.2009 do 28.09.2009 |
| Trasa rejsu : | Polska - Niemcy |
| Tagi : | Niemcy, Piana, Rugia, Uznam, Zalew Szczeciński |
Siedmiu żonatych wyjechało na rejs w celu "podsumowania" skończonych wakacji z rodzinami.
Etap #1: Nowe Warpno - Wolgast - przystań miejska
Przybyliśmy już w piątek wczesnym popołudniem do "Skagena", coby się "zaaklimatyzować" w klimacie rejsu. Wieczór spokojny-rozgrzewający. Przydało się, sobota przywitała nas pochmurnym, nieciekawym niebem. Decyzja: ruszamy jak najdalej po drodze z przetestowaniem jachtu.Czyli krótko mówiąc: co możemy się po nim spodziewać. Po drodze "niby-granica", żadnego patrolowca Polish Coast Guard, widzianego prawie od zawsze jak tam jestem - dziwne, i nie ma tłumów uciekających z kraju..... Po drodze wypatrywany Karnin z charakterystyczna budowlą, a właściwie ruinami, most zwodzony Zecherin i już jesteśmy prawie na Achterwasser. Nocleg złapaliśmy, niestety przy zapadającym zmroku w Lassan.
Etap #2: Wolgast - przystań miejska - Marina Kroeslin
Raniutko, niedziela skoro świt ok. 9-tej ruszamy w stronę Wolgastu. Pogoda nietęga - chmury, wieje ostro, refy..... jest dobrze, jacht sprawuje się bez zarzutów. Dobijamy do nabrzeża miejskiego, ale ze względu na niedzielę w Niemczech pusto, głucho i spokojnie. Znajdujemy najbliższy bar, gdzie zamawiamy po bułce z rybką i idziemy zwiedzać miasto. Zwiedzać to za duże słowo - zostaje nam starówka i Kościół Św. Piotra, gdzie po pokonaniu -set schodów dostajemy się na taras widokowy. Widok wspaniały: czarne chmury przewalające się w większości nad Uznamem. W większości, bo nad pozostałą częścią lądu stałego przebija się już niebieskie niebo.Ale żeby nie było tego dobrego za dużo trzeba wracać na otwarcie mostu zwodzonego. Przebijamy się dalej do ujścia Piany i zawijamy do Kroeslina - eleganckiej mariny na wprost Peenemuende. W poprzednich latach sprawiała wrażenie bardziej zadbanej, ale może to już nam spowszedniało? Zameldowanie się, prąd z kei, karta magnetyczna do sanitariatów i wieczorne obrady "podłużnego stołu".
Etap #3: Marina Kroeslin - Marina Lauterbach
Poniedziałek wita słoneczną pogodą i przepływamy na drugą stronę do Peenemuende. Dla tych co nie byli -zwiedzanie, reszta powtórka z historii.
Trzeba jednak po jakimś czasie ruszyć dalej, czeka nas dzisiejszy port przeznaczenia. W związku z tym, że nie wpisano portu docelowego (zwyczaj !) ciekawe, gdzie nas dopadnie noc. A poważnie: kurs obrany- Lauterbach, opływając wyspę Vilm- siedlisko I sekretarzy DDR, a szczególnie E. Honeckera. Przybywamy za dnia ( jacht rzeczywiście pewny i szybki), meldunek, itd. Aaa... zapomniałbym.... wyprawa poprzez market do Putbus pieszo, tak ze 2,5 km, obejście ogromnego placu-rynku i powrót na jacht. Cel wieczorny: kto to wymyślił żeby iść taki "kawał" na spacer!!!
Etap #4: Marina Lauterbach - Citymarina Stralsund
Problem nierozstrzygnięty. Rano zbieramy się dość sprawnie, wyjście i kierunek Stralsund. Piękna żegluga pogodowo i w przyjemnych warunkach przy kawie i herbacie( baksztag, 4B ). W oczekiwaniu na otwarcie mostu w zaciszu, zasłonięci lasem zjadamy pyszny obiadek w towarzystwie 5 załóg na jachtach niemieckich. Potem już tylko pokonanie mostu, zacumowanie w Citymarina i zwiedzanie miasta. (zakupy)
Etap #5: Citymarina Stralsund - Yachthafen Vitte
Rano- wejście do Ozeanarium, troche po mieście i po południu na Hiddensee do Neuendorfu. Wiatr raz słabszy, raz mocniejszy. Ostatnie odległości na silniku pokonane już w zmroku. Trzeba jednak oddać szacunek dla oznakowania torów wodnych na wodach niemieckich. Wieczór? pozostawiam bez opisu. Następny dzień moja decyzja: za późne wyjście na taki długi przelot. ( mam "wrogów" do dzisiaj- oczywiście żart :) ). Zostajemy na Hiddensee w Vitte i zwiedzamy wyspę na kołach, czyli rowerach. Cała trasa to jedna sieć tras rowerowych!!! Ponieważ nie ma tu samochodów ( za wyjątkiem ) straży pożarnej, ludzie poruszają się albo bryczkami albo rowerami. Ewent. pieszo. Zwiedzamy wzdłuż i wszerz około 50 km. Wdrapujemy się na Latarnię Dornbusch oczywiście po schodach. Wieczór "podsumowujący" i spać, bo rano.....
Etap #6: Yachthafen Vitte - Marina Sassnitz
wczesna, skoro świt ( 0530 ) pobudka i wyjście na poważniejsze wody. Flauta, flauta, flauta.... silnik cichutko pracując wyciąga nas nad Rugię. Wreszcie nadchodzą małe podmuchy, mijamy Arkone, a nad Lohme "już" wiemy, że wreszcie płyniemy. Tylko dlaczego tak późno?!!!???. Do Sassnitz wchodzimy po zmroku, problem gdzie zacumować że względu na duży rozkołys w porcie. Stajemy przy nabrzeżu, które jest jednocześnie falochronem portu. Prąd, film z komputera i "to co zwykle". Siusiu, paciorek i spać. A co czytający myśli? Po 17-godzinnej "walce" z żywiołem to co można robić? :)
Etap #7: Marina Sassnitz - Freest Seglerhafen
Rano zwiedzanie, jeśli można nazwać łażenie po porcie rybacko-handlowym wśród emerytów niemieckich przywożonych masowo autokarami. Wypływamy z powrotem do Polski. Równa, bez żadnych problemów żegluga, mijamy lewą burtą Ruden i zawijamy "za dnia" do Freestu. Tam wyprawa do "centrum"wioski, restauracja, obiadek, gdzie zostawiamy trochę waluty europejskiej. Wieczór? Bez zmian.
Etap #8: Freest Seglerhafen - Świnoujście Marina
Rano wyjście, mijamy pogłębiarki wolno sunąć po wodzie w stronę Ruden. Znowu "przyflauciło" i ciekawe jak zdążymy o przyzwoitej godzinie do Świnkowa. Telepiąc się raz szybciej, raz wolniej- raz pod żaglami, raz na silniku dochodzimy do Swinoujścia. Nawiązuję łączność przez komórke z kapitanatem portu, pytam o o jakieś utrudnienia na wejście. Pytanie: "czy mamy dobry silnik?" wzbudza moje zainteresowanie. Dowiaduje się, że do portu będą wchodziły 2 duże masowce, a wychodził prom. Ufff, myślałem,że jakieś większe problemy. Spokojnie dobijamy do nabrzeża w Basenie Północnym, przebranie i wypad na Promenade na "rybkę". Cóż można spotkać na głównej alei spacerowej w Świnoujściu po powrocie w ojczyste strony? Oczywiście idącego bez koszuli i bez karku "młodego, gniewnego" wypatrującego gdzie może znaleźć jakiś mały , choćby najmniejszy rozumek. Mijamy go, jak inni spacerowicze. Powrót na jacht- wieczorek kapitański, retrospekcje.........
Etap #9: Świnoujście Marina - Nowe Warpno
Wyjście rano, zatankowanie paliwa na Orlenie i szlak Kanału Piastowskiego stoi otworem. Dobijamy do Nowego Warpna, bez problemów zdajemy jacht, bez problemów zostaje przyjęty i do domów, rodzin, pracy, szarości dnia codziennego.......
Jednym krótkim zdaniem- było cool, za rok ruszamy znów. Grunt to przyzwyczaić rodziny do "nowej, świeckiej tradycji".
Komentarze użytkowników : 4
15.03.2010 21:15, Gandalf
ale zero wspomnień z wakacji z rodzinami,
22.04.2010 00:05, Miniu
Fajne przejście! I ładnie też zdjęciami okraszone. Tylko ten Stralsund trochę podkręca, że będzie coś dalej...
Pięknie, pięknie..
07.03.2011 10:07, Skagen
Wspaniala relacja, a rejsik pewnie jeszcze bardziej wspanialy. Z wielka przyjemnoscia przeczytalem ta relacje a takze ta z "Maruda" :) Mam w tym rejsie swoj udzial i bardzo mnie to cieszy! Kiedy moge sie Was spodziewac? Pozdrawiam, Jacek(ten od Skagena)
Jacek-Skagen
07.03.2011 18:01, rob.sail
Udział można powiedzieć duży ;) Jeśli jest pewność sprzętu, to można na co innego zwrócić uwagę i się nie stresować. Dzięki za dobre słowo:). A spodziewać się kiedy? pewnie zgodnie z tradycją jak się wykrystalizują plany osobowe.
pozdrawiam
robert
Komentarzy : 4
Copyright © 2009 wodniacy.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.