| Autor : | wilmi |
| Data dodania : | 15.01.2011 |
| Data aktualizacji : | 03.03.2011 |
| Czas trwania : | Od 11.09.2010 do 25.09.2010 |
| Trasa rejsu : | Włochy - Malta |
| Tagi : | malta, morze, rejs, śródziemne, sycylia |
Etap #1: Reggio di Calabria - Isola di Vulcano
Planowaliśmy wyjście w sobotę. Wyszliśmy w niedzielę ok 10 tej. Sobotni wieczór bardzo udany, gdyż na bulwarach nadmorskich był koncert transmitowany przez RAI. Bajeczne były kalabryjskie zespoły tańczące tarantallę. Wróćmy do pływania. Sporą część trasy sunęliśmy na silniku, bo przy wietrze 5-8 węzłów trudno pływać dużą łajbą jaką są Cyklady 43.4. Dojście do Isola di Vulcano czyli do pływającej kei o 22 giej nie stanowi problemu gdyż kapitan zawijał tam kilka razy. O 23 idziemy na piwo a jutro atrakcje wulkaniczne.
Etap #2: Isola di Vulcano - Cefalu
Mamy piękny poniedziałek. Świeci słońce i maleńka mieścina na tej wulkanicznej wysepce jest urocza. Załoga wspina się na wulkan, a kapitan doprowadza ploter GPS do porządku. Idziemy na kąpiele kosmetyczne do jeziora wulkanicznego i podgrzewanego (dosłownie) morza a o 15 tej załoga wydaje wspaniały obiad. O zachodzie słońca wychodzimy w morze kierując się do Cefalu. Pełne żagle, ale po godzinie wiatr zdycha i zapraszamy katarynę. Wachty pracują bez zacięć. Od połowy drogi doskonale widać błyski latarni w Cefalu (zasięg 25 Nm). Wczesnym rankiem wolniutko płyniemy wzdłuż murów obronnych Cefalu i wreszcie rzucamy kotwicę niedaleko od piaszczystej plaży. Czas na pływanie, śniadanie i płyniemy pontonem na pagajach do miasta. Pierwsza ekipa Irena i Marek mają spory prysznic w przyboju, ale pozostali płyną dalej ale w pobliże falochronu. I tam jest super. O Cefalu można napisać książkę, więc na razie milcz serce. Tuż przed zachodem słońca od morza nadciąga burza z ogromną ilością wyładowań. To robi piorunujące wrażenie na załodze. Kapitan ku pełnemu zaskoczeniu załogi zarządza przygotowanie do wyjścia w morze. idziemy 10 Nm od brzegu w kierunku Palermo. Burza idzie wprost na Cefalu omijając nas. Ledwie czujemy sporadyczne podmuchy wiatru o sile 5 B, ale my idziemy baksztagiem, więc nie rzuca nami. Deszcz nie pada. Do Palermo wchodzimy cudną rozgwieżdżoną nocą o 0230.
Etap #3: Cefalu - Palermo
Stary lis wiedział, że lepiej zwiewać bokiem burzy niż czekać na frontalne uderzenie w górzysty brzeg. Nawet jeśli schowalibyśmy się do małej mariny odsłoniętej od N a zatem nie zapewniającej wystarczającej ochrony. W Palermo słońce prażyło już solidnie gdy przy śniadaniu w kokpicie wyjaśnił to załodze, dorzucając nieco wiedzy meteorologicznej.
Etap #4: Palermo - Selinunt
Mariny w Palermo nie zapewniają minimum higieny (brak WC i prysznicy), lecz pobierają 80 euro za noc oczywiście bez kwitów, pod bokiem Guardia di Finanza. W Palermo przez dwa dni zwiedzanie. Niezapomniana wspólna kolacja w znajomej knajpce kapitana, super jedzenie, moc wina za marne 20 euro od łebka. Z portu wychodzimy w kierunku archipelagu Egadów. Przy jednej z wysp stajemy na kotwicy i pławimy się w błękitnej wodzie. Potem obiad na pokładzie i na noc płyniemy na południe brzeg Sycylii. Wczesnym rankiem stajemy na kotwicy na wprost greckich świątyń Selinuntu.
Etap #5: Selinunt - San Leone
Pod wieczór dość mocno wzmogła się fala przybojowa i ostatni z lądu mieli spore problemy by na wiosełkach odejść od plaży. Desperaci a właściwie dwie desperatki dopłynęły w ubraniach do jachtu. Szczęśliwie wszyscy dotarli i ruszyliśmy biorąc kurs na Agrigento. Portem tego ponad 2500 lat mającego miasta jest San Leone. Wpływamy raniutko i zajmujemy przy kei dogodną pozycję. Załoga wyrusza natychmiast po śniadaniu zwiedzać Dolinę Świątyń. Ogromny obszar ruin i świątyń greckich w doskonałym stanie sprzed 2500 lat. A nieliczni zażywają kąpieli morskich z pobliskiej marinie plaży.
Etap #6: San Leone - La Valetta
Kolejnego dnia wieczorem ruszamy w 120 milowy skok na Maltę. Prognozy z komputera kapitańskiego wieszczą fordewind o sporej sile, rzędu 20 - 28 węzłów. I rzeczywiście jedziemy jak diabli bijąc rekord trasy 9 węzłów. Ok 22 iej wiatr tężeje do 32 węzłów. Kapitan ordynuje pierwszy ref grota, ref foka, baksztag, kontraszoty i ogólnie ostrożności ile się da. Ludzie pod pokładem podobno spali w poprzek koi, ale dolecieliśmy do Malty 4 godziny wcześniej niż planowaliśmy. Niestety jaskinie wypadły bo przelecieliśmy koło nich ok 03 w nocy. Za to wejście do La Valetty i długi postój wynagrodziły wszystkie trudy. Słowa pociechy kapitana: cieszcie się, że to nie był bajdewind. Załoga w większości nie zrozumiała pociechy.
Etap #7: La Valetta - Siracusa
Po 3 dniach postoju ruszamy w 100 milowy skok do Syracuse. Noc pogodna, bezwietrzna, niebo bezchmurne. Jedziemy kataryną. Kapitan śpi w messie a jachtem kieruje GPS i dzielne wachty co starają się nie dotykać niczego w kokpicie. Głęboką nocą oficer wachtowy Jureczek budzi kapitana: chyba powinieneś wstać, przed nami nieoświetlony duży statek. Captain znając zbytnią ostrożność Jurka wolno rusza do łazienki, bierze jakąś kawę i rusza zejściówką do kokpitu. Widok poraża; w odległości 200 m rysuje się w mroku burta masowca. Zanim mógł coś wybełkotać. z lewej zobaczył nieoświetlony jacht a masować ostro ruszył w przeciwnym kierunku. Po 15 minutach morze było czyste. Jeszcze przez kolejne dni załoga snuła domysły co to mogło być. Przeważyła jak zwykle opinia kapitana: Jurek wjechał w środek przemytu. Szedł (autopilot) tak prostym kursem , że tamci uznali, że to Guardia Costiera albo inna Guardia.
Etap #8: Siracusa - Catania
Miłe i sympatyczne Syracusy. Z marinami trochę gorzej, ale czegóż można się spodziewać po Włochach. Atrakcją jest pobyt załogi na targu i w ruinach starożytnego miasta. Pozostał nam ostatni etap do Catanii. To zaledwie 4 godziny żeglugi. Nagrodą jest pożegnalna kolacja w znanej już nam trattorii. Pokonaliśmy 630 mil morskich w czasie 2 tygodniowego rejsu. PRAWDZIWE WILKI MORSKIE !
Komentarze użytkowników : 0
Komentarzy : 0
Copyright © 2009 wodniacy.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.